Warto czasem spróbować inaczej

picjumbo.com_HNCK1474

Rośnie liczba osób, która interesuje się burzami, to fakt. Widzę to głównie w internecie – na forach, w komentarzach czy nawet Facebookowych dyskusjach, ale i wśród równieśników, znajomych, a nawet wśród ludzi spotkanych na ulicy i w pracy. CAPE przestaje być magicznym, owianym tajemnicą parametrem, chmura szelfowa staje się dobrze znanym preludium do silnych podmuchów wiatru. Amatorsko pisane prognozy pogody na równi konkurują z tymi wydawanymi przez zawodowców, o czym pisał Rafał w swoim artykule. Uproszczając – temat staje się popularny.

A skoro interesujemy się tymi zjawiskami, to musimy to pokazywać! Gdy coś się zbliża, natychmiastowo kamery i aparaty idą w ruch. Każdy, czy amator czy pasjonat, czy zawodowiec, chce uchwycić jak najlepszy piorun, by potem opublikować swoje, niejednokrotnie na prawdę fenomenalne, ujęcia. I bardzo dobrze, uważam, że to pozytywne zjawisko łączące społeczność zainteresowanych. Na podstawie własnych, ostatnich doświadczeń chciałbym jednak zachęcić każdego do spróbowania czegoś innego. Opowiem wam coś.

Ja i Piotr. W skrócie – dzień był ciężki, wszystkie burze słabły lub uciekały, łowy się nie kleiły i nie mieliśmy nagranego żadnego materiału. A tak jak w przypadku każdego burzowego dnia – bardzo, bardzo nam zależało by nagrać ciekawy film dla naszych widzów. Niezadowolenie rosło, potęgowane przez wieczorne zmęczenie na tle zawodowym.

Pojawiła się w naszym zasięgu jeszcze jedna komórka, najpewniej ostatnia tegoż dnia. Mimo, że w dużej mierze, tak po ludzku już nam się nie chciało, decyzja była szybka i oczywista – jedziemy. Dojechaliśmy, znaleźliśmy obiecujące miejsce z dobrą widocznością, pozostało przygotować sprzęt i czekać na nadchodzący pokaz. W jednej chwili, jakby nadnaturalnie, przez nasze głowy przeszła identyczna myśl – pieprzyć to. Zostawmy sprzęt i wyjdźmy na powitanie burzy sami, nieuzbrojeni w kamery, statywy i mikrofony. Jak pomyśleliśmy tak też uczyniliśmy i było to niesamowite przeżycie.

fotophotoburza

Warto jest czasem zapomnieć o wszystkim i zrobić coś tylko dla siebie. Człowiek i natura – nic więcej. Czując nozdrzami nadchodzące burzowe powietrze, podziwiając każde jedno wyładowanie – nie przez obiektyw, a własnymi oczami, delektując się nawet najcichszym dźwiękiem grzmotu. Bez pośpiechu, siedząc na trawie, bez słowa. Nie stresując się, że kamera źle ustawiona, że trzeba zadbać o zróżnicowanie ujęć, czy że mikrofon trzeba osłonić od wiatru. Czysta przyjemność i kontakt z naturą.

Na koniec dnia nie mieliśmy wątpliwości, że dobrze zrobiliśmy. Chyba zbyt często, zwłaszczam nam, zdarza się zapominać, że burzę można podziwiać, a nie łowić, gonić i łapać. Wam polecam takie samo doświadczenie. Warto czasem spróbować inaczej.

 

>> <<